Ferdydurke

Głównym bohaterem powieści jest trzydziestoletni pisarz Józio Kowalski. W pierwszym rozdziale budzi się on z koszmarnego snu. Śniło mu się, że jego ciało podzielone było na części, które się nawzajem naśmiewały. Jena z tych części należała do piętnastoletniego chłopca jakim kiedyś był, a druga do trzydziestoletniego mężczyzny jakim jest obecnie. Sen odzwierciedla rzeczywistość, gdyż Józio jest wewnętrznie rozdarty – jest już dorosły, ale nadal niedojrzały. Nagle rozlega się dzwonek i do pokoju wchodzi profesor Pimko, który natychmiast zaczyna traktować Józia jak młodego ucznia. Pimko zaczyna czytać fragment powieści Józia i od razu zaczyna go krytykować. Profesor postanawia powtórnie umieścić Józia w szkole, w szóstej klasie. W szkole okazuje się, że nie ma miejsca na samodzielne myślenie, a jedynie na bezrefleksyjne powtarzanie wyuczonych formułek. Poznajemy innych uczniów, między innymi kilkunastoletniego Miętalskiego, zwanego Miętusem. Stoi on na czele grupy zbuntowanych chłopaków – sprzeciwia się narzucaniu przez szkołę gęby niewinności. Swój bunt wyraża przez wulgarne powiedzonka i agresywne zachowanie. Według niego dojrzałość łączy się z uświadomieniem seksualnym i niechęcią do wszelkich ideałów. Inny uczeń to Pylaszkiewicz zwany Syfonem. Jest on pupilem wszystkich nauczycieli, jest zawsze przygotowany do lekcji i zgadza się z rolą jaką pełni szkoła. Rozpoczyna się lekcja języka polskiego. Prowadzi ją nauczyciel zwany Bladaczką, który wpaja uczniom nic nieznaczące hasła – ciągle powtarza hasło „Słowacki wielkim poetą był”. Jeden z uczniów, Gaukiewicz, oznajmia, że poezja Słowackiego nie  zachwyca go. Bladaczka zamiast podjąć z uczniem dyskusje wpaja mu, że „Słowacki wielkim poetą był” i koniec kropka. Zakaz sprzeciwu. Jedynie Syfon jest przygotowany i zainteresowany lekcją. Nadchodzi przerwa, na której uczniowie planują zorganizować pojedynek na miny.

Dzwoni dzwonek i uczniowie udają się na lekcje łaciny, która jest niezwykle nudna i nic nie wnosząca w życie młodzieży. Nauczyciel przepytuje uczniów z fragmentów pamiętników Juliusza Cezara. Jak się okazuje, znów tylko Syfon był przygotowany do zajęć. W trakcie kolejnej przerwy następuje pojedynek na miny między Syfonem a Miętusem. Superarbitrem zostaje Józio. Zasady pojedynku Gombrowicz opisał następująco: „przeciwnicy staną naprzeciwko siebie i oddadzą serie min kolejnych, przy czym na każdą budującą i piękną minę Pylaszkiewicza, Miętalski odpowie burzącą i szpetną kontrminą. Miny jak najbardziej osobiste, swoiste i sobne, jak najbardziej raniące i miażdżące, stosowane mają być bez tłumika, aż do skutku”. Rozpoczyna się pojedynek. Gdy Syfon zaczyna wygrywać, Miętus rzuca się na niego i szeptem uświadamia go co do niewinności. Dokonuje tym samym tak zwanego gwałtu przez uszy. Syfon jest przerażony. Nagle wkracza profesor Pimko i przerywa pojedynek. W tym miejscu Witol Gombrowicz robi przerwe w fabule powieści i rozpoczyna rozważania na temat sztuki. Zwraca uwagę, że dzieła pisarzy powstają w mękach, a potem czytelnicy odbierają je jedynie częściowo, pomiędzy telefonem a kotletem. Autor stawia pod znakiem zapytania zasadność wysiłków twórczych, rozważa też na temat formy – twierdzi, że rolą artysty jest przezwyciężanie formy i poddawanie w wątpliwość poglądów własnych i czytelnika. Dalej opowiada historię Filidora i profesora Mąsena, czyli Antyfilidora. Filidor jest profesorem syntetologii na uniwersytecie w Lejdzie i wszystko syntetyzuje. Mąsen, czyli Antyfilidor, jest zaś analitykiem na Uniwersytecie Kolambia i wszystko rozkłada na części pierwsze. Tak też robi z żoną Filidora zaczynając od rozebrania jej wzrokiem, kończąc na analizie jej moczu. Po wszystkim kobieta frafiła do szpitala, ajej mąż, Filidor, zaczął planować zemste polegającą na zsyntetyzowaniu Florgente, kochanki Antyfilidora.

W tym celu sprzedał cały majątek wart 850 tys. złotych i rozmienił na złotówki. Na kolejnym spotkaniu z Antyfilidorem i jego kochanką, Filidor zaczął wykłądać na stół pojedyncze złotówki. DOpiero przy stopiętnastej monecie, początkowo rozzbiegany wzrok Florgente zaczął się syntetyzować na pieniądzach. Przy stu tysiącach Filidor ciężko dyszał, a Antyfilidor zaczął się troche niepokoić. Po długim dokłądaniu bilonu kobieta coraz mocniej skupiała wzrok w jednym punkcie. W końcu pokonany Antyfilidor nie wytrzymał napięcia i uderzył przeciwnika w twarz. Analityk doprowadził tym samym do syntezy. Sprawa konfliktu między profesorami, dotąd uważana za niezbyt honorową, weszła na zwykłe tory honorowe. Ustalono termin pojedynku na pistolety. Finał pojedynku był tragiczny – mężczyźni zaczęli odstrzeliwać części ciała wybranki rywala. Gdy w końcu otrzeźwieli, jak pisze Gombrowicz: „obaj spojrzeli na siebie i obaj nie wiedzieli tak bardzo co. Co właściwie. Naboi już nie było. A zresztą trupy już leżały na ziemi. Nie było właściwie co robić. Dochodziła dziesiąta. Analiza włąściwie zwyciężyła, ale cóż z tego. Zupełnie nic. Mogła równie dobrze zwyciężyć synteza i też by z tego nic nie było”. Na tym kończy się dygresja i wracamy do fabuły utworu. Profesor Pimko zabiera Józia i zaprowadza go do domu Młodziaków. Mieszkali tam pan Młodziak, pani Młodziakowa i ich córka Zuta. Lecz po co go tam zaprowadził? Pimko chciał, aby Młodziakowie oduczyli Józia przybierania póz, Józio bowiem próbuje według nich przybrać pozę dorosłego i dojrzałego. Rodzina Młodziaków była rodziną nowoczesną, hołdującą postempowym prądom, popierającą zasady, według których ich zdaniem żyje młode pokolenie. Młodziakowie wyznawali swobodę obyczajową. Drzwi otwiera córka Młodziaków, Zuta. Była to piękna szesnastoletnia dziewczyna. Jak pisze Gombrowicz, Zuta była nowoczesną pensjonarką. W tym miejscu autor wprowadza nowe pojęcie, łydka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *