Janusz Korczak

Janusz Korczak

Janusz Korczak (1878 lub 1879-1942) – Lekarz, pedagog, pisarz. Ze względu na heroizm i wierność powołaniu lekarza i pedagoga Janusz Korczak stał się postacią legendarną i symboliczną. Nie założył własnej rodziny, lecz całe życie poświęcił dzieciom, których los pozbawił rodziców.

Janusz Korczak właśc. Henryk Goldszmit urodził się w Warszawie 22 lipca 1978 lub 1879 roku w spolonizowanej rodzinie żydowskiej. Rok urodzin nie jest pewny, ponieważ, jak twierdził sam Korczak, jego ojciec wyrobił mu metrykę dopiero po kilku latach. Jednak w napisanym w lutym 1942 roku, a zatem na krótko przed śmiercią, życiorysie, czytamy, że ma wówczas 64 lata, co wskazywałoby na urodzenie w 1878 roku. Ojciec Korczaka, Józef Goldszmit, był znanym warszawskim adwokatem, więc rodzina z dwójką dzieci (Henryk miał siostrę) należała do zamożnej inteligencji warszawskiej.

W latach 1886-1897 Henryk uczęszczał do gimnazjum, a od 1898 do 1905 studiował na wydziale medycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Jednakże w roku 1890 rodzina Goldszmitów została ciężko doświadczona – najpierw chorobą psychiczną, a wkrótce potem śmiercią ojca, co doprowadziło do ruiny materialnej i zmusiło uczącego się wówczas jeszcze w gimnazjum Henryka do zarabiania na utrzymanie siebie i bliskich korepetycjami.

Okres studiów byt zarazem czasem intensywnego samokształcenia i pierwszych prób literackich: w 1898 roku początkujący medyk zgłosił na rozpisany przez „Kurier Warszawski” konkurs literacki im, Ignącego Paderewskiego dramat zatytułowany Którędy; zdobywając wyróżnienie. Ponieważ dla zachowania anonimowości uczestników konkursu autorzy przesyłali prace opatrzone tzw, godłem, Henryk Goldszmit podpisał kopertę z dramatem pseudonimem „Janasz Korczak”, wziętym przypadkowo z leżącej akurat na stole powieści J.I. Kraszewskiego Historia o Janaszu Korczaku. W trakcie przygotowywania wyróżnionych prac do druku zmieniono „Janasz” na „Janusz” i tak już pozostało.

Podczas studiów ujawniła się także pasja społeczna Korczaka: pracował w Towarzystwie Dobroczynności oraz poznawał środowisko dzielnic warszawskiej biedoty. Doświadczenia te wspominał później Ludwik Wiciński, towarzysz wypraw Korczaka:

Zwiedzaliśmy latem lunapary i szynki, włóczyliśmy się nocami po piaszczystych brzegach Wisły, obchodziliśmy imieniny prostytutek, zapijaliśmy się wstrętną, cuchnącą wódką z nożowcami… Janusz z nieporównanym mistrzostwem grał na sercach, umiał wydobywać najsubtelniejsze trunki, najdelikatniejsze drgnienia. – Janusz! Psia twoja mac! – mówił nożowiec lichtarz, przeważnie lichtą zwany – ja za ciebie, cholera! chyba dusze bym wytrząsł… Lichta był od dłuższego czasu naszym przyjacielem. Przez Lichtę poznawaliśmy całą jego sferę.

Efektem tych eskapad była wydana w 1901 roku powieść Dzieci ulicy.

Równocześnie Korczak współpracował od 1901 roku jako felietonista z satyrycznym pismem „Kolce”, zaś w latach 1903-1905 również z redagowanym przez lewicującą inteligencję tygodnikiem „Głos”, na łamach którego ukazywała się w odcinkach mająca po części autobiograficzny charakter powieść Korczaka Dziecko salonu (wydanie książkowe: 1906). W 1903 roku rozpoczął Korczak pracę w szpitalu dziecięcym im. Baumanów i Bersonów przy ulicy Śliskiej w Warszawie, ale wnet musiał ją przerwać, ponieważ po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej w 1905 roku został zmobilizowany i zawędrował jako lekarz wojskowy aż do Mandżurii. Do Warszawy powrócił w roku następnym i postanowił udać się do Berlina dla uzupełnienia studiów medycznych, zaś później wyjechał do Paryża i na krótko do Londynu:

Berliński szpital i niemiecka literatura lekarska nauczyły mnie myśleć o tym, co wiemy, i powoli, systematycznie posuwać się naprzód. Paryż nauczył mnie myśleć o tym, czego nie wiemy, a wiedzieć pragniemy, musimy, będziemy. Berlin to dzień roboczy, pełen drobnych trosk i zabiegów. Paryż to święto jutra z jego olśniewającym przeczuciem, potężną nadzieją i nieoczekiwanym triumfem. Siłę chcenia, ból niewiedzy, rozkosz poszukiwań, dał mi Paryż. Technikę uproszczeń, wynalazczość drobiazgów, ład szczegółów, wyniosłem z Berlina. (Janusz Korczak)

W Warszawie kontynuował Korczak pracę w szpitalu na Śliskiej, a równocześnie prowadził prywatną praktykę, lecząc za godziwą sławkę dzieci z zamożnych domów („Za dzienne konsultacje u bogatych – pisał  – kazałem sobie płacić po trzy i pięć rubli. Bezczelność (…) – profesorskie honoraria”), zaś za darmo dzieci biedaków i lewicowcj inteligencji („Leczyłem bezpłatnie dzieci socjalistów, nauczycieli, dziennikarzy, młodych adwokatów, nawet lekarzy – wszystko postępowcy”). Dojrzewał jednak do decyzji o poświęceniu się wyłącznie pracy wychowawczej z dziećmi – w 1907 roku wyjechał jako wychowawca na kolonie letnie dla chłopców – żydowskich efektem te go wyjazdu była wydana w roku 1910 książka Mośki, Joski i Srule; rok później Korczak uczestniczył w podobnych koloniach dla chłopców polskich – podobnie i ten wyjazd zaowocował literackim reportażem: Juzki, Jaśki i Franki. W 1908 wszedł do zarządu towarzystwa Pomocy dla Sierot, biorąc udział w projektowaniu i budowie nowego Domu Sierot przy ulicy Krochmalnej w Warszawie, który od roku 1912 do tragiczncgo końca w 1942 będzie domem i zarazem miejscem pracy Korczaka. Jego nąjbliższą współpracownicą została, tuż po swoim przyjeździe z odbywanych w Belgii i Szwajcarii studiów przyrodniczych i pedagogicznych, Stefania Wilczyńska (1886-1942). W domu przy Krochmalnej doktor opracowuje swoją słynną koncepcję wychowawczą, której fundamentem było przekonanie o autonomicznej wartości dziecka jako osoby, zasługującej na taki sam szacunek i uwagę jak dorośli. „Bez pogodnego, pełnego dziecięctwa – pisał Korczak całe życic potem jest kalekie.”

Uczył więc swoich wychowanków odpowiedzialności poprzez samodzielną pracę, na przykład wydawanie redagowanych wspólnie z młodzieżą cotygodniowych gazetek – w ten sposób powstał „Mały Przegląd”, cotygodniowy dodatek do poważnego „dorosłego” dziennika „Nasz Przegląd”. Ważne miejsce w systemie wychowawczym Korczaka zajmowały takie instytucje jak Eada Samorządowa wychowanków czy Sejm Dziecięcy oraz słynny Sąd Koleżeński, przed którym stawały nic tylko dzieci, ale także wychowawcy. We wstępie do Kodeksu Sądu Koleżeńskiego Korczak pisał:

Jeżeli ktoś zrobił cos złego, najlepiej mu przebaczyć. (…) Ale sąd musi bronić cichych, by ich nie krzywdzili zaczepni i natrętni, sąd musi bronić słabych, by im nie dokuczali silni, sąd mu si bronić sumiennych, by im nie przeszkadzali niedbalcy i leniuchy, sąd musi dbać, by był porządek, bo nieład najbardziej krzywdzi dobrych, uczciwych i sumiennych ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *